|
INTRO – POLOWANIE NA KOMARA
Łapserdaki! Te
łajdaki! Łapserdaki
w górę
I CO?
W tym kraju zawsze wódą śmierdziało
Zima była zimna i źle się zarabiało
W tym kraju ktoś zawsze narzekał
Chociaż tak łatwo jest spotkać tu człowieka
I co ? No powiedz mi co, no powiedz mi co!
I co ? No powiedz mi co, no powiedz mi co!
Nie pytasz się co będzie, nie pytasz się co było
Może kiedyś wrócę, tak wiele się zdarzyło
Może jest tu ktoś, kto na mnie poczeka
Zawsze jest tu ktoś, kto trochę zwleka
I co ? No powiedz mi co, no powiedz mi co!
I co ? No powiedz mi co, no powiedz mi co!
w górę
MALUCH
Żółty maluch pusta droga
A z pod kół chlupie woda
Sto dwadzieścia w przyśpieszeniu
Dwie gitary na siedzeniu
Jedziesz maluchem! Jedziesz maluchem!
Jedziesz maluchem! Jedziesz!
Jedzie sobie dwóch facetów
Dość przystojnych młodych brunetów
Na KSM’a tak zapieprzają
Aż im włosy dęba stają
Jedziesz maluchem! Jedziesz maluchem!
Jedziesz maluchem! Jedziesz!
Dziewiętnasta już dochodzi
A w maluchu silnik smrodzi
Wysiadają dwaj faceci
Tłum panienek na nich leci
Jedziesz maluchem! Jedziesz maluchem!
Jedziesz maluchem! Jedziesz!
Z KSM’a wybiegają
Bo im auto przestawiają
Ale się tym nie zrazili
I na rynek pobieżyli
Jedziesz maluchem! Jedziesz maluchem!
Jedziesz maluchem! Jedziesz!
Jedziesz maluchem!!!
w górę
MASS MEDIA
Na Kubie spadł samolot, w Afryce ciągle wojna
W Koluszkach jakiś facet rodzinę zabił fordem
Profesor wyhodował kaktusa największego
Tysiące głodnych ludzi proszą o kromkę chleba
Czy wiedza ta człowieku daje ci coś nowego?
Czy daje pełne szczęście, a może coś większego?
Czy umiałbyś żyć w świecie, w którym padły media?
Czy znalazłbyś swe miejsce, czy w życiu tego trzeba?
Tu w kraju ciągle rośnie wysokie bezrobocie
Ten złodziej w garniturze nigdy nie będzie w sądzie!
Odkryto nowa gwiazdę o całe lata stąd
Nad Hutą Sędzimira znów się roznosi swąd
Czy wiedza ta człowieku daje ci coś nowego?
Czy daje pełne szczęście, a może coś większego?
Czy umiałbyś żyć w świecie, w którym padły media?
Czy znalazłbyś swe miejsce, czy w życiu tego trzeba?
Czy wiedza ta człowieku daje ci coś nowego
Czy daje pełne szczęście, a może coś większego?
Czy umiałbyś żyć w świecie, w którym padły media?
Czy znalazłbyś swe miejsce, czy w życiu tego trzeba?
w górę
CEBULA STANIAŁA
-- utwór instrumentalny --
w górę
NA WFIE
Ja pamiętam tamte czasy, kiedy w szkole było fajnie
Siedzieliśmy razem w ławce i gadaliśmy o Cobainie
A Ty chyba teraz jesteś całkiem innym człowiekiem
Bo w dresie widywałem Cię tylko na WFie
Na WFie na WFie fajnie jest!
Na WFie, na WFie nosisz dres!
Na WFie na WFie fajnie jest!
Na WFie!!!
Podobno tutaj w mieście mało kto się zmienił
Podobno tylko czemu ktoś mi dziś ryja obij
Na pewno teraz jesteś całkiem innym człowiekiem
Bo w dresie widywałem Cię tylko na WFie
Na WFie na WFie fajnie jest!
Na WFie, na WFie nosisz dres!
Na WFie na WFie fajnie jest!
Na WFie!!!
Na WFie na WFie fajnie jest!
Na WFie, na WFie nosisz dres!
Na WFie na WFie fajnie jest!
Na WFie!!!
w górę
IMPAS
Nie ma nikogo sala, wciąż pusta i mrok powiększa źrenice
Myśli ugięte nawałem zdarzeń, którymi zaśmiecam ulice
Wymyśliłem sobie sposób na przetrwanie, przebiegam na drugą stronę życia
I coś dziwnego kapie mi na ramię – to jest czas konsumpcji i spożycia
Wymyśliłem sobie wszystko w mojej głowie
Nacja wskazuje czas, który tworzy impas
Wymyśliłem sobie wszystko w mojej głowie
Nacja wskazuje czas, który tworzy impas
Moc, którą miałem godzinę temu, w kanale ściekowym odpływa
Szarpie żołądek i język plącze, jelita z płucami wyrywa
Wymyśliłem sobie sposób na przetrwanie, przebiegam na drugą stronę życia
I coś dziwnego kapie mi na ramię – to jest czas konsumpcji i spożycia
Wymyśliłem sobie wszystko w mojej głowie
Nacja wskazuje czas, który tworzy impas
Wymyśliłem sobie wszystko w mojej głowie
Nacja wskazuje czas, który tworzy impas
Wymyśliłem sobie wszystko w mojej głowie
Nacja wskazuje czas, który tworzy impas
Wymyśliłem sobie wszystko w mojej głowie
Nacja wskazuje czas, który tworzy impas
w górę
ZIELONE SZNURÓWKI
Wcześnie dziś wstałem, jest ładna pogoda
Już od czterech dni nie boli mnie głowa
Chleba trochę zjadłem, lecz uszu nie myłem
Ubrałem spodnie, swe buty wyczyściłem
Czarne glany z srebrnymi klamrami
Zawsze je nosze, gdy spotykam się z punkami
Są czarne jak smoła te moje butki
A w tych butach są zielone sznurówki
Bo zielone sznurówki w moich butach noszę
I nikt nie będzie się z nich śmiał
Jak coś się nie podoba, to odpieprz się proszę
Nie będziesz żadnych wątów do mych butów miał
Bo te buty są najlepsze, pół świata przechodziły
Trochę się wytarły i trochę zniszczyły
Ale to nie ważne, co ciebie to obchodzi
Teraz inne buty noszą ludzie młodzi:
Gumowe, plastykowe, sztuczne i kosmiczne
Dziecięce, z czasów Abby i ortopedyczne
Ale to nie ważne – jesteście półgłówki!
Bo najlepsze są zielone sznurówki
Bo zielone sznurówki w moich butach noszę
I nikt nie będzie się z nich śmiał
Jak coś się nie podoba, to odpieprz się proszę
Nie będziesz żadnych wątów do mych butów miał
Bo zielone sznurówki w moich butach noszę
I nikt nie będzie się z nich śmiał
Jak coś się nie podoba, to odpieprz się proszę
Nie będziesz żadnych wątów do mych butów miał
w górę
STATUS QUO
Stłoczony jak bydło, w ostatnim wagonie
Truchlejesz ze strachu, co się zaraz stanie
Już nie masz odwagi powiedzieć co myślisz
Już nie masz odwagi uczynić co mówisz
Status quo, zachować tylko status quo
Twój ostatni cel to status quo
Zachować tylko status quo
Status quo! To status quo!
Status quo! To status quo!
Quo! Quo! Quo! Quo!
Padły już dawno ostatnie bastiony
Twoje własne ego jest mocno naruszone
A przecież kiedyś chyba było inaczej
Przecież kiedyś twój gest cos znaczył
Status quo, zachować tylko status quo
Twój ostatni cel to status quo
Zachować tylko status quo
Status quo! To status quo!
Status quo! To status quo!
Quo! Quo! Quo! Quo!
Status quo, zachować tylko status quo
Twój ostatni cel to status quo
Zachować tylko status quo
Quo! Quo! Quo! Quo! Quo!
w górę
PAPIEROWE PIERSI
tekst: M. Gaweł
Jesteś zazdrosna o papierowe piersi
Kiedy Twój chłopak ogląda Playboya
Mogłabyś wtedy wydrapać mu oczy
Ogarnia Cię szał i dzika paranoja
Jesteś zazdrosna o papierowe piersi
Jesteś zazdrosna o piersi z papieru
Jesteś zazdrosna o papierowe piersi
Jesteś zazdrosna o piersi z papieru
Jesteś zazdrosna o papierowe piersi
O nagie kobiety na szklanym ekranie
Wkurza Cię Twój chłopak, gdy pożera je wzrokiem
To babska zazdrość, pruderyjne wychowanie
To babska zazdrość, pruderyjne wychowanie
To babska zazdrość, wychowanie pruderyjne
To babska zazdrość, pruderyjne wychowanie
To babska zazdrość, wychowanie pruderyjne
Jesteś zazdrosna o papierowe piersi
Kiedy Twój chłopak ogląda Playboya
Mogłabyś wtedy wydrapać mu oczy
Ogarnia Cię szał i dzika paranoja
Jesteś zazdrosna o papierowe piersi
Jesteś zazdrosna o piersi z papieru
Jesteś zazdrosna o papierowe piersi
Jesteś zazdrosna o piersi z papieru
w górę
PORNO GWIAZDY
Dziś wieczorem jest spotkanie
Przyjdą wszystkie chętne panie
Nie kręciliśmy tu tego jeszcze
Skóry, pejcze i kajdanki
Polewanie woskiem z bańki
A w powietrzu złote deszcze!
Coś się naszym chłopcom stało
W kuchnie mieszają kakao
Oj nie ładnie chłopcy kijem w zad, oj kijem w zad!
Coś się naszym chłopcom stało
W kuchnie mieszają kakao
Oj nie ładnie chłopcy kijem w zad
Opadła już garderoba
Ktoś się pod kołderką chowa
To przybyły nowe porno gwiazdy
Trzech facetów, dwie dziewczyny
Zaraz zadrżą ich sprężyny
W pogotowiu do ostrej jazdy!
Coś się naszym chłopcom stało
W kuchnie mieszają kakao
Oj nie ładnie chłopcy kijem w zad, oj kijem w zad!
Coś się naszym chłopcom stało
W kuchnie mieszają kakao
Oj nie ładnie chłopcy kijem w zad
Coś się naszym chłopcom stało
W kuchnie mieszają kakao
Oj nie ładnie chłopcy kijem w zad, oj kijem w zad!
Coś się naszym chłopcom stało
W kuchnie mieszają kakao
Oj nie ładnie chłopcy kijem w zad
Przygotowań co niemiara
Paczka gumek za dolara
Zaczynamy nową porno sesję
Dildo, wazelina, kraty
Będzie jazda na dwa baty
Czego można chcieć tu więcej!
Coś się naszym chłopcom stało
W kuchnie mieszają kakao
Oj nie ładnie chłopcy kijem w zad, oj kijem w zad!
Coś się naszym chłopcom stało
W kuchnie mieszają kakao
Oj nie ładnie chłopcy kijem w zad
w górę
NA WFIE (DISCO)
Wszyscy razem! Ło! Ło!
Jadą UAZem. Ło! Ło!
Wszyscy razem! Ło! Ło!
Raz! Dwa! Trzy! Wio!
Ja pamiętam tamte czasy, kiedy w szkole było fajnie
Siedzieliśmy razem w ławce i gadaliśmy o Cobainie
A Ty chyba teraz jesteś całkiem innym człowiekiem
Bo w dresie widywałem Cię tylko na WFie
Na WFie na WFie fajnie jest!
Na WFie, na WFie nosisz dres!
Na WFie na WFie fajnie jest!
Na WFie!!!
He, he! He, he! he, he, he, he!
He, he! He, he! he, he!
He, he! He, he! he, he, he, he!
He, he! He, he! he, he!
Podobno tutaj w mieście mało kto się zmienił
Podobno tylko czemu ktoś mi dziś ryja obij
Na pewno teraz jesteś całkiem innym człowiekiem
Bo w dresie widywałem Cię tylko na WFie
Na WFie na WFie fajnie jest!
Na WFie, na WFie nosisz dres!
Na WFie na WFie fajnie jest!
Na WFie!!!
He, he! He, he! he, he, he, he!
He, he! He, he! he, he!
He, he! He, he! he, he, he, he!
He, he! He, he! he, he!
Na WFie na WFie fajnie jest!
Na WFie, na WFie nosisz dres!
Na WFie na WFie fajnie jest!
Na WFie!!!
He, he! He, he! he, he, he, he!
He, he! He, he! he, he!
He, he! He, he! he, he, he, he!
He, he! He, he! he, he!
Na WFie he! Na WFie he!
Na WFie he!
w górę
GRA WSTĘPNA
-- utwór instrumentalny --
w górę
IMPREZA
Wrócę dzisiaj dość późno, ubiorę się bardzo luźno
Będę piwo pił z chłopakami, a potem będę szalał z dziewczynami
Spodnie do kolan se spuszczę, szybko przeglądnę się w lustrze
Iroka na żelu sobie zrobię, mojemu koledze przy tym pomogę
Impreza! Impreza! Impreza! Impreza!!!
Imprezkę se dzisiaj urządzę, u kumpla ja tu rządzę
Kupimy sześć zgrzewek piwa, sprzedaje ekspedientka urodziwa
Sąsiedzi będą pały wzywali, puścimy muzykę aż korki wywali
Będziemy słuchać starego punku, wszystko obejdzie się bez szwanku
Impreza! Impreza! Impreza!!!
w górę
CHORY
Gryzę i warczę i szczerzę kły
Dziś jestem chory, dziś jestem zły
Nie tylko leń, cały dzień leży
Dziś jestem chory, mi się należy
Nie mogę dziś utrzymać ładu
Jestem jak flak w stanie rozkładu
Nie ma mnie w pracy, nie ma mnie w szkole
Dziś jestem chory, odpocząć wolę!
Kłuje mnie w uszy i wrzeszczy w oczy
Niech któryś wkurzy, albo podskoczy
Wszyscy od rana aż do wieczora
Pragną obudzić we mnie potwora
Jak tu uciszyć całą hałastrę
Zatkam bandażem, zalepię plastrem
Tacy koledzy co jedzą nać
Nie szalujecie, nie chcę was znać!
w górę
BOLEC
Łon i Łon zbierają na balon
Łon ma niski, a Łon wysoki ton
Obaj Łoni często mają w dłoni
Obaj również po zabiegu stomii
Łon i Łon mają już karton
Łon ma krótki, a Łon długi ogon
Obaj Łoni w biel pościeli toni
Już niebawem każdy coś uroni
Lecz balon pełen jest od mas
Lecz balon pełen jest od mas
Pseudo narodowych "kiełbas"
Pseudo narodowych "kiełbas"
Lecz balon pełen jest od mas
Lecz balon pełen jest od mas
Pseudo narodowych "kiełbas"
Pseudo narodowych "kiełbas"
Łon i Łon twardzi jak beton
Łon to Marian, a Łonemu Egon
Obaj Łoni z uśmiechem na skroni
Tak zziajani jak po gonitwie koni
Łon i Łon napełnili balon
Łon jak materacyk, a Łon jak ponton
Obaj Łoni jak towarzysze broni
Niczym ogniwa stereofonii
Lecz balon pełen jest od mas
Lecz balon pełen jest od mas
Pseudo narodowych "kiełbas"
Pseudo narodowych "kiełbas"
Lecz balon pełen jest od mas
Lecz balon pełen jest od mas
Pseudo narodowych "kiełbas"
Pseudo narodowych "kiełbas"
Lecz balon pełen jest od mas
Lecz balon pełen jest od mas
Pseudo narodowych "kiełbas"
Pseudo narodowych "kiełbas"
Lecz balon pełen jest od mas
Lecz balon pełen jest od mas
Pseudo narodowych "kiełbas"
Pseudo narodowych "kiełbas"
w górę
KRAKÓW, KTÓREGO NIE ZNACIE
Tysiące folderów, tysiące posterów
Wspaniałe miasto, zabytków tłum
Codzienne życie toczy się obok
Żaden z turystów nie przyjdzie tu
Z betonów osiedla, asfaltu połacie
Wypluta z kominów osiada szadź
Oto jest Kraków, którego nie znacie
Takiego Krakowa nie chcecie znać
Ciemne zaułki, stary fabryki
Ulice, przy których nie mieszka nikt
Spękane mury, zapadłe chodniki
Nic już nie wróci świetności im
Z betonów osiedla, asfaltu połacie
Wypluta z kominów osiada szadź
Oto jest Kraków, którego nie znacie
Takiego Krakowa nie chcecie znać
Nie chcecie znać!
Wieczorem przy barze zmęczone twarze
Rano pojadą tramwajem do pracy
Obok Wawelu, co Józek ocalił
Morzem blokowisk otoczyli rodacy
Z betonów osiedla, asfaltu połacie
Wypluta z kominów osiada szadź
Oto jest Kraków, którego nie znacie
Takiego Krakowa nie chcecie znać
w górę
CIĄGLE MOKNĘ
Powiem Ci jeszcze jedną rzecz
Choć i tak nie będziesz wiedzieć, o co chodzi
Nie wiem ile razy byłem tam
Skoro nie pamiętam, nic nie szkodzi
Grzęznąc w błocie każdego dnia
Zmieszany potokiem milczących słów
Błądząc oczami po niebie
Procesem sięgania pozostał sam ruch
Powiem Ci jeszcze słowa te
Że nadal trudno ukryć, ten durny śmiech
Pomimo tego, że to ustępuje
Obecnie kładę się, lecz na zlew
Zmieniamy tyle w swoim życiu
Że wokół nic, to myliłem się
Za to wszystko co tu uczyniłem
Chyba powinienem trochę wstydzić się
Więcej nic nie powiem Ci
Bo całe te brednie teraz śmieszą mnie
Jak widać, trochę się tu pozmieniało
W ten sposób cyklicznie czasem chmurzy się
Powiem Ci jeszcze, że idę sobie już
Powiem Ci jeszcze, że ze mną bardzo źle
Powiem Ci jeszcze, że pełno błota wzdłuż
Powiem Ci jeszcze, że wciąż moknę
Powiem Ci jeszcze, że idę sobie już
Powiem Ci jeszcze, że ze mną bardzo źle
Powiem Ci jeszcze, że pełno błota wzdłuż
Powiem Ci jeszcze, że wciąż moknę
w górę
AGATA
Jest takie miejsce na końcu świata
Co tu dużo gadać, na imię ma Agata
Jest takie miejsce na końcu świata
Co tu dużo gadać, na imię ma Agata
A to jej CD-ROM, czyli mój dom
Ja jestem zaraz, zamieszkuje ją
A to jej CD-ROM, czyli mój dom
Ja jestem zaraz, zamieszkuje ją
Hej! Bom! Bom!
Bo Agata się nie myje i lupa jej gnije
Od war betonowych, po magiczną szyję
Bo Agata się nie myje i lupa jej gnije
Od war betonowych, po magiczną szyję
Dlatego CD-ROM, bardzo swędzi ją
A ja jestem zaraz, zamieszkuje ją
Dlatego CD-ROM, bardzo swędzi ją
A ja jestem zaraz, zamieszkuje ją
Hej! Bom! Bom!
Chciała by powiedzieć, że nie może siedzieć
Szkoły nie skończyła i skąd ma to wiedzieć
Chciała by powiedzieć, że nie może siedzieć
Szkoły nie skończyła i skąd ma to wiedzieć
Dlatego CD-ROM, tak to jest mój dom
A ja jestem zaraz, zamieszkuje ją
Dlatego CD-ROM, tak to jest mój dom
A ja jestem zaraz, zamieszkuje ją
Hej! Bom! Bom!
w górę
HEMOROID
Nie możesz siedzieć, nie możesz leżeć
Tylko na brzuchu, na wznak
Ciągle Cię boli, ciągle Cię piecze
Ciągle Cię swędzi Twój zad!
Jestem nudzący, irytujący
Na mnie lekarstwa wciąż brak
Choć mnie wygoisz, choć mnie wyleczysz
Ja trwały zostawię ślad
Ty się mnie boisz, bo jam jest hemoroid
Ja Ci zatruję Twój cały świat!
Hemoroidem zwany, hemoroid nie lubiany
Na mnie nie działa, żadna maść!
Chciałbyś się kochać, lecz musisz szlochać
Twe "oko" zaczyna wrzeć
Miłość miłością, co z przyjemnością
Gdy kuper zaczyna piec!
Wszystkie twe plany, na seks udany
Zaraz rozpadną się w mig
Ty jesteś 'homo', ja jestem 'hemo'
I tak to już musi być!
Ty się mnie boisz, bo jam jest hemoroid
Ja Ci zatruję Twój cały świat!
Hemoroidem zwany, hemoroid nie lubiany
Na mnie nie działa, żadna maść!
Ty się mnie boisz, bo jam jest hemoroid
Ja Ci zatruję Twój cały świat
Hemoroidem zwany, hemoroid nie lubiany
Na mnie nie działa, żadna maść
w górę
GRZEJMY SIĘ
Grzejmy się! Byle gdzie!
Bara! Bara! Bara! Bara!
Bzyku! Bzyku! Bzyku! Bzyku!
Bara! Bara! Bara! Bara!
Ryku cyku na patyku!
Bara! Bara! Bara! Bara!
Bara! Bara! Bara! Bara!
Bzyku! Bzyku! Bzyku! Bzyku!
Cyku, cyku na patyku!
w górę
VIFON
Takie są studenckie czasy, że vifony to frykasy
Wcale nie z powodu diety, prasowane jesz brykiety
A w ich składzie tłuszcz sojowy i makaron plastikowy
Kilo pieprzu, kilo soli, aż od tego głowa boli
Głowa boli!
A w ich składzie tłuszcz sojowy i makaron plastikowy
Kilo pieprzu, kilo soli, aż od tego głowa boli
Od dodatków gardło płonie, oczy blakną, marzną dłonie
Nogi sztywne niczym kłody i powstają w brzuchu wrzody
W brzuchu wrzody! W brzuchu wrzody! W brzuchu wrzody!
Vifon, vifon chińska zupa
To największy przysmak tutaj
Vifon, vifon chińska zupa
Od jedzenia piecze... gardło!
Od dodatków gardło płonie, oczy blakną, marzną dłonie
Nogi sztywne niczym kłody i powstają w brzuchu wrzody
Różne zupy, różne smaki - curry, kaczki i kurczaki
A najlepsza "kurakowa" niech się reszta przy niej schowa
Przy niej schowa! Przy niej schowa! Przy niej schowa!
Vifon, vifon chińska zupa
To największy przysmak tutaj
Vifon, vifon chińska zupa
Od jedzenia piecze... gardło!
w górę
POPUŚĆ SE
Gdybyś tylko zgubił kierunek
A już dawno odjechał ze stacji
Bo to jeden istotny warunek
By skorzystać byś mógł z ubikacji
Gdybyś w końcu już dotarł do celu
I za chwile też musiał wysiadać
Oraz spostrzegł, że brak tu papieru
I nie wspomnę, że strach też jest siadać
Popuść se! Spodnie!
Gdybyś kiedyś zaprosił dziewczynę
Na kolację do restauracji
Kontemplując te błogie chwile
Musiał nagle skorzystać z ubikacji
Gdyby wtedy piękna kelnerka
Podała na deser maliny
I wiadomość że będzie zamknięta
Ubikacja przez cztery godziny
Popuść se! Spodnie!
Popuść se! Spodnie!
Gdybyś kiedyś zaprosił dziewczynę
Na kolację do restauracji
Kontemplując te błogie chwile
Musiał nagle skorzystać z ubikacji
Gdyby wtedy piękna kelnerka
Podała na deser maliny
I wiadomość że będzie zamknięta
Ubikacja przez cztery godziny
Popuść se! Spodnie!
w górę
BRODZIK
Zapchał mi się brodzik, zapchał mi się brodzik
Łoj, jo jo jo jo jo joj, jaki straszny smrodzik
Zapchał mi się brodzik, zapchał mi się brodzik
Łoj, jo jo jo jo jo joj, jaki straszny smrodzik
Ta ta ta, ta ta ta, taboreten!
Ta ta ta, ta ta ta, taboreten!
Skoczilla! Skoczilla! Taboreten!
Eja, eja, ejaa!
Eja, eja, ejaa!
Rury zapuszczone, rury zapuszczone
Łoj, jo jo jo jo jo joj, to samo z syfonem
Rury zapuszczone, rury zapuszczone
Łoj, jo jo jo jo jo joj, to samo z syfonem
Ta ta ta, ta ta ta, taboreten!
Ta ta ta, ta ta ta, taboreten!
Skoczilla! Skoczilla! Taboreten!
Eja, eja, ejaa!
Eja, eja, ejaa!
Jak roztówr zadział, jak roztwór zadziała
Łoj, jo jo jo jo jo joj, znowu się wykąpiesz mała
Jak roztówr zadział, jak roztwór zadziała
Łoj, jo jo jo jo jo joj, znowu się wykąpiesz mała
Ta ta ta, ta ta ta, taboreten!
Ta ta ta, ta ta ta, taboreten!
Skoczilla! Skoczilla! Taboreten!
Eja, eja, ejaa!
Eja, eja, ejaa!
Ta ta ta, ta ta ta, taboreten!
Ta ta ta, ta ta ta, taboreten!
Skoczilla! Skoczilla! Taboreten!
Eja, eja, ejaa!
Eja, eja, ejaa!
w górę
|