Archive for the 'Wydarzenia' Category

Imprezy z dawką wiedzy

Nadszedł okres, kiedy w świecie wydarzeń i ciekawych wykładów, dzieje się bardzo wiele. Poniżej przedstawiam te, warte uczestnictwa, z mojego punktu widzenia. Mam nadzieję, że dołączysz!

Już w najbliższą sobotę (19 maj 2007) dwie imprezy.

Po pierwsze Poznaj Linuksa - całodniowa konferencja mająca na celu przedstawić zalety wolnego oprogramowania i systemu operacyjnego Linux.
Oprócz poruszonych tematów dla mniej doświadczonych użytkowników w agendzie spotkania znajdują się bardziej zaawansowane prelekcje, obejmujące chociażby zagadnienia wirtualizacji czy konfiguracji kart bezprzewodowych.
Start już od 10:00 na Uniwersytecie Jagielońskim, ul. Reymonta 4, aula 055 (Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej)

Tego samego dnia, jednak godzinę wcześniej odbędzie się 4 spotkanie Krakow Ruby User Group. Tematem przewodnim będzie wprowadzenie do języka Ruby i Ruby on Rails. Jeżeli nie spotkałeś się nigdy z tym językiem programowania - najwyższy czas!
Zalecana jest wcześniejsza rejestracja.
Start od godziny 9:00 na Akademii Ekonomicznej, pawilon C, sala D

Paintball

I po powrocie z poligonu na Pasterniku, gdzie razem ze studentami z AGH, członkami NZS-u AGH i K. i T. walczyliśmy na kulki w paintballa. Było świetnie! Pogoda dopisała, uczestnicy również. Nie zraziło mnie nawet miejsce walki, które przed czterema latami było zupełnie gdzie indziej. Najważniejsze, że spotkałem osoby, z którymi nie miałem ostatnio wiele kontaktu face-to-face. No i znowu jadłem kiełbaski z grilla :)

Do następnej szalonej imprezy. Dzięki!

Misio 2007

Pierwszy weekend nowego roku upłynął pod hasłem rajdu Niezależnego Zrzeszenia Studentów AGH. Wyjazd nastąpił w piątek po południu z płyty dworcowej RDA. Ciemnym wieczorem dotarliśmy do celu podróży, gdzie pod osłoną nocy i dzięki technologii komórkowej dotarliśmy do naszych domków. Po zapadnięciu decyzji, kto z kim śpi (:P) nastąpiła kolacja u gospodarzy (którzy notabene żywili nas przez cały pobyt). Dzięki wspomagaczom zapewnionym przez niezastąpionego Tygrysa oraz dobremu nastrojowi uczestników pierwsza-mocna impreza udała się wyśmienicie. Niestety, jak to podczas zabaw bywa, zdarzyło się także jedno nieszczęście o imieniu złamana ręka. Posiadacz owej ręki opuścił nas dnia następnego.. (ale już dochodzi do siebie!). Dzień kolejny przywitał prawie wszystkich (nie wszyscy byli w stanie..) wyprawą na pobliską górę, która o dziwo była cała zaśnieżona. Specjalnie dla nas, uruchomiono wyciąg krzesełkowy na jej szczyt, skąd utartym szlakiem powędrowaliśmy do pobliskiej Bacówki, by w spokoju spróbować grzańca, obejrzeć widoki (cudne!) i potarzać się w śniegu. Po przetestowaniu przez współtowarzyszy jabłuszek i kuperków, w drogę powrotną (czyt. na dół) wybraliśmy się pieszo. Po dotarciu do domków, każda część garderoby poszła się suszyć na piecyk. Wieczorem, podobnie jak dnia poprzedniego, nastąpiła druga-mocna impreza, której głównym sponsorem był Harnaś z Tatr. Należy wspomnieć również o organizatorach, którymi były jedno wino (bynajmniej nie marki wino!), jedna flaszka i … I tu urywa się moja historia. Następnego dnia (niedziela) pamiętam tylko ból żołądka i ogólnie zmarnowanie ciała. Ale było warto! :)

google_plus_harnas

Karl Fogel w Krakowie

W środę późnym popołudniem dostałem informację, że Karl Fogel twórca Subvesion i zwolennik Wolnego Oprogramowania zjawił się w Krakowie i zamierza odwiedzić AGH by podyskutować o oprogramowaniu Open Source. Nie zastanawiając się wiele, o 15:15 zjawiłem się w sali 429 w Katedrze Informatyki.

Moim pierwszym wrażeniem, gdy spotkałem człowieka-legendę była dziwna myśl - kim ten człowiek jest? Ubrany w zwyczajne jeansy, koszule flanelową i szelki nie wyglądał na wielką osobistość światka Free Software. Innym zaskoczeniem była ilość przybyłych do sali, można by rzec - garstka ludzi (około 30?). To pewnie wina późnej informacji o spotkaniu, ale wydaje mi się, że Karl się nie obraził.

Jakże wielkim zaskoczeniem były słowa wydobywające się z Karla, posiadające nieujętą charyzmę, pasję i zaangażowanie. Wystarczyło kilka drobnych zdań, by mój pierwszy osąd o człowieku zmienił się diametralnie (taka konkluzja na boku - jak często Twoje pierwsze wrażenie o danej osobie jest błędne?).

Jak powiedziałem wcześniej, Karl zjawił się by podyskutować, a nie prowadzić wykład. Taka forma wymiany poglądów sprzyjała jak najbardziej obu stronom, co jeszcze bardziej przybliżyło nas do wielkiego świata. O czym była mowa?
Karl skupił się na ruchu Open Source/Free Software (przyjmując oba terminy równorzędnie), pytaniach Dlaczego warto w nim uczestniczyć?, Jakie daje profity?, Jakie modele biznesowe relacji OS-pieniądze występują?. Przy okazji odpowiedział historię swojej firmy, błędy jakie popełniał 10 lat temu, zainteresował także procesem tworzenia Wolnego Oprogramowania oraz uświadomił skąd się wzięło prawo autorskie.

Poniżej przedstawiam moje notatki i wnioski ze spotkania (tak dla potomności jak i dla mnie samego)

Dlaczego warto pomagać?

  • by wspomóc: rozwiązałem pewien problem. Może inni też się nad nim trapili? Dlaczego więc nie udostępnić rozwiązania?
  • by zarobić: trzeba za coś żyć
  • by lepiej współpracować: w kontaktach międzyludzkich ważnym czynnikiem jest jakość współpracy pomiędzy ludźmi. Ważne jest by była ona jak najlepsza. Potrzebna jest osoba, która zapewni harmonię w grupie - tz. klej
  • by pokazać własne walory: startując od przysłowiowego “roznosiciela listów”, można zbudować swoją reputację w otoczeniu tak, by zajść wysoko w hierarchii. Należy jednak pamiętać, że chociaż wspiąłeś się po drabinie “powyżej przeciętności”, to nie masz prawa się wywyższać - nadal Twój głos jest na równi z innymi. Dlatego na liderów spada wielka odpowiedzialność w związku z piastowanym stanowiskiem - muszą oni bardziej uważać by nie popełnić błędu, który zniszczyłby ich reputację. Gdy wyrobisz sobie własną markę, możesz dzięki niej być łatwiej i szybciej zidentyfikowany przez potencjalnego pracodawcę, który Twoje wyczyny może w łatwy sposób prześledzić (działalność na grupach dyskusyjnych, wykrywanie i zgłaszanie błędów, itp)

Nawiązując do walorów, należy wspomnieć o tym iż ruch Open Source działa poprzez granice; jest ponad nimi. Jest przez to publicznie dostępny, a Ty jako członek jego społeczności jesteś łatwo weryfikowalny (gdy chociażby umieszczasz informację w resume o swoich projektach).

Jak zarobić na Open Source?

  • sprzedając dodatki do oprogramowania i pomoc techniczną. Aby to zrobić, musisz być ekspertem z danej dziedziny.
  • sprzedając usługi dostępne po stronie serwera. Tworzysz rozwiązania, dostępne dla każdego z każdego miejsca na świecie; Ty zajmujesz się jego konfiguracją, bezproblemowym działaniem i świadczeniem pomocy technicznej.
  • tworzysz wolno-dostępne oprogramowanie, które wykorzystujesz do usług własnych. Udostępniając kod publicznie, oddajesz go w ręce wielu testerów, od których zbierasz opinię zwrotną polepszającą pierwotny projekt.

Ważnym wnioskiem Karla jest stwierdzenie, że z historycznego punktu widzenia, prawa autorskie zostały utworzone jako jedne z form cenzury. Stało się to na skutek, wolności drukowania, powielania i modyfikowania książek w historycznej Anglii, gdzie wydawanie książek komercyjnie, nie miało prawa zbytu, a co za tym idzie zysku. Stworzono związek wydawców, którzy mogli drukować na terenie królestwa, reszta (jak to się mówi w światku IRC) dostała bana.
[Przyznaję szczerze, że ostatniego akapitu nie weryfikowałem]

Akademia Kompetencji 2006

I już z powrotem. Nie warto zaczynać od końca, więc..

Sobota 2:00 rano pobudka. Za 18 minut jedzie autobus pod dworzec główny PKP. Czas przeprowadzić poranną toaletę i w biegu zdążyć na 610. O 3:07 pociąg relacji Kraków-Katowice zabiera mnie na Śląsk. Pierwszy etap podróży mija w szybko, dynamicznie, na rozmowie z Radkiem. Tuż przed wjazdem do centrum Śląska dostaje smsa od studentów z AE jadących również na AK. Na urokliwym dworcu w Katowicach spotykamy się i wsiadamy do kolejnego pospiesznego pociągu. Kierunek tym razem Warszawa. Siedemnaście minut po ósmej rano wita nas dworzec centrum Warszawa (urokliwe jak zwykle). Stamtąd udajemy się do autobusu 119 uprzednio kupując bilety komunikacji miejskiej. Po wysiadce na odpowiednim przystanku podążamy za tłumem kierując się do prywatnej wyższej szkoły i jej sal konferencyjnych. Zaczynają się schody - w kolejce do szatni czekamy z 10 minut. Panie szatniarki nie mogą nadążyć z napływem ludzi falami. Po zdjęciu wierzchniej części garderoby udajemy się korytarzami, podziemiami, niekończącymi się schodami na 4 piętro. Tam, ponownie kolejkując się z innymi przyjezdnymi czekamy na rejestrację, materiały i wpisowe za schronienie nocne. Materiały to głównie ulotki, które znaczenie mają podobne jak podczas akcji świątecznych, nadają się jedynie na rozpałkę. W moim gift bags zabrakło maskotki głównego sponsora TNT, jednak nie chcę walczyć z systemem oraz oczami zmęczonych studentów patrzących na mnie z kolejki, byleby tylko mieć coś co i tak zakurzy się na półce. Nie tym razem guys.

Tuż po rejestracji udajemy się naprędce do ogromnej sali, w której już zaczyna się debata otwierająca konferencję. Na początek wystąpienie Tadeusza Witkowicza - pierwszego polaka, który ze swoją firmą wszedł na giełdę NASDQ (emigranta of course). Opowiedział on historią swojego życia, poczynając od obrazowego przedstawienia wychodka w swoim domu, poprzez emigrację do Kanady, tamtejsze studia, pracę, wyjazd do USA, założenie własnej firmy, zarobienie grubej forsy, wykołowania przez wspólników, ponownego założenia firmy, pono… - o tym wszystkim będziecie mogli się dowiedzieć w marcu, kiedy najprawdopodobniej wyjdzie o nim książka. Dalej zaczęła się wspomniana wcześniej debata, w której udział wzięli HR’owcy, biznesmeni i ludzie ogólnie rzecz biorąc idący pod prąd.

Ze względu na to, że całość imprezy zaczęła się z opóźnieniem, wymknęliśmy się z sali (podobnie jak połowa studentów) i udaliśmy się na warsztaty znajdujące się w zupełnie innej części kompleksu budynków. Po dotarciu na miejsce, znalezieniu właściwych drzwi chwilę posiedzieliśmy czekając na resztę “spóźnialskich”. Wybrałem warsztaty pod nazwą Praca w grupie prowadzone przez trenera z firmy TNT. I powiem jedno - warto było.

Dominik, prowadzący, doprowadził pod koniec dnia (warsztaty trwały od ~12 do ~18 z jedną przerwą obiadową) do, można by rzec, pełnej integracji ludzi uczestniczących w zajęciach. Pokazał nam, jak przekroczyć bariery, które inni budują wokół siebie, jakie normy występują w grupie, jakie są w niej typy ról, jakie zasady panują, czym są etykiety, jak je wykorzystywać i przed nimi się bronić. Warsztaty miały charakter bardzo interaktywny, w którym każdy z omawianych tematów był testowany przez nas samych, na żywo. Pozwoliło to dopasować się grupie na tyle, że do dnia ostatniego trzymaliśmy się w miarę razem.

Przerwa obiadowa, o której wspomniałem, znajdowała się w innym końcu kompleksu budynków, więc ponownie mieliśmy okazję do wnikliwego wczucia się w detektywa. Udało się! I pomimo kolejnej kolejki do dań, humory nam dopisywały. Nie zraził nas nawet chłód serwowanych dań, ich wygląd czy chociażby plastikowe sztućce i talerze.

Po zakończeniu warsztatów przyszedł czas na dostanie się do hotelu. Na szczęście O. z chłopakiem podwieźli nas na miejsce (dzięki!). Czy to było dobrym posunięciem z naszej strony, nie mnie oceniać, gdyż tak się złożyło, że organizatorzy jechali komunikacją miejską i musieliśmy na nich zaczekać. Po zebraniu się wszystkich ludzi, wystartowało wydawanie kluczy. Ponownie w kolejce czekaliśmy na swoją kolej, ale wciąż było przyjemnie, pominąwszy ludzi, którzy słaniali się z nóg. Kolejka nie była wyjątkiem. Brak kolacji też jakoś wszyscy przeżyli. Jednak to co mnie zagotowało najbardziej bo brak imprezy integracyjnej, czegoś co powinno nas - studentów z różnych zakątków kraju, z różnych środowisk, po różnych doświadczeniach - łączyć. Nie, bo po co. Zamiast tego lepiej niech sami organizatorzy zrobią sobie imprezę, bez reszty towarzystwa. Co oczywiście uczynili.

Trzeba było wyjść temu naprzeciw. Próbowałem na początku sprowokować ludzi by zechcieli się bawić, ale ze względu na brak skills organizacyjnych nie do końca mi się to udało. Dlatego postanowiliśmy odwiedzić znajomych z warsztatów przynosząc dobry humor, wino i samych siebie. Później, jak się okazało, ktoś wpadł na podobny pomysł przenosząc imprezę na korytarz. Pojawiło się więcej ludzi, więcej alkoholu, więcej dobrej zabawy. Po kolejnej wycieczce na pobliską stację benzynową po zapasy, część ludzi zaczęła się rozchodzić. Nie można się temu do końca dziwić, w końcu większość miała za sobą nieprzespaną noc, do tego jutro z rana trzeba było ponownie się stawić na warsztatach.

Dzień drugi AK rozpoczął się o 10:00. Wtedy to, już po porannym mini śniadaniu, rozpoczęły się warsztaty branżowe. Pierwszy przeze mnie wybrany prowadzony przez firmę Vobis omawiał zarządzanie projektami informatycznymi. Bardzo ciekawe, przyznam. Podobało mi się niewykładowe przedstawianie problemu, a także interakcja ze słuchaczami polegająca na wymianie zdań i stawianiu pytań.

Obiad ponownie wyglądał jak wyglądał, ale warto przyklasnąć, że zmieniło się chociażby menu i posiłki były cieplejsze. Konsolidując się raz jeszcze z dream team z wczoraj, godzinna przerwa minęła jednak zbyt szybko.

Drugi warsztat prowadzony był przez Procter&Gamble. Było to tak zwane Case Study, czyli studium przypadku - zabawa polegająca na poradzeniu sobie z problemem, mając za sobą pomysłowość grupy a przeciw sobie czas, inne grupy i brak doświadczenia. To głównie przez to ostatnie, a raczej przez brak przygotowania nas ze strony firmy do poradzenia sobie z problemem, skutkowało tym, że warsztat ten zupełnie nie przypadł mi do gustu. Z pewnością wpłynęło też na moje podejście wyjście pół godziny przez zakończeniem, ze względu na pociąg o godzinie 18:10.

Powrót wyglądał ponownie jak przyjazd, z tą różnicą, że jechaliśmy TLK a nie pośpiesznymi.

A jak wrażenia? Super inicjatywa, wspaniałe przeżycia i niezliczona dawka doświadczenia. Błędy organizacyjne przemilczę, bo zdarzają się one wszystkim. Podkreślić muszę, że warto korzystać z takich możliwości i jeżeli tylko pojawi się kolejna edycja Akademii Kompetencji powinniście aplikować.

Jeszcze chwila i już po lipcu..

Lipiec już dawno za pasem, dlatego przydałoby się trochę opisać mijające tygodnie, “co by dla przyszłych pokoleń” pozostało. Zastosuję tutaj retrospekcję zstępującą (r), bo łatwiej przypominać sobie sprawy mniej odległe, niż buszować po odległych meandrach pamięci.

W tym tygodniu kończy się przyjmowanie papierów na AGH. Piszę o tym, gdyż zastanawiam się nad podjęciem kolejnej próby obrania dodatkowego kierunku studiów. Tym razem na macierzystej Alma Mater. Tym razem na upragnionej informatyce. Ale chyba tego nie zrobię. Przyszły semestr na być ™ podobno ciężki, dlatego tutaj bieganina dwu-kierunkowa raczej by się nie sprawdziła. Z drugiej jednak strony, wspomnienia z AE, poznawanie nowych ludzi, wyzwania stawiane co dzień i ten chroniczny brak czasu, to zabieganie, tak uświadamiające istnienie na tym podole, było czymś niesamowitym. Z perspektywy czasu oczywiście. Bo teraz, dwa ostatnie semestry na AGH wlekły się niemiłosiernie. Ehh..

Postanowienia o pracy i praktyce tego lata zaczynają nabierać realnych kształtów. Pracę zaczynam od 24 lipca, miesięczną. Praktykę od 1 sierpnia, również 30 dniową. Na szczęście udało mi się pogodzić ich godziny. I chociaż praktyki w Polsce z założenia są bezpłatne (i bezsensowne) odbiję sobie to robotą. Chociaż tyle :)

Odebrałem w końcu indeks z AGH’a (a raczej odzyskałem) i brakuje mi tylko jednego wpisu by zaliczyć sesję. Bene. Jakiś czas temu otrzymałem list z drugiej uczelni, AE, w którym skreślają mnie z listy studentów. W czwartek chyba odbiorę świadectwo.

W poniedziałek wybrałem się na trawkę na obrzeżach Krakowa, czyli za Kopcem Kościuszki z M., jej kocykiem i paroma browarami. Przyjemne słoneczko i widoki. Polecam!

Licząc od jutra, dokładnie tydzień wcześniej skończyłem #16h rok życia, co świętowałem bardzo miłą digital’ową przesyłką od koleżanki. Wybrałem się również z M. na parę piwek, abstrahując już od wieku. Poza tym było jak zwykle - nijako i niepotrzebnie. Jak dla mnie, wszelakie uroczystości narodzinne można by wykreślić z kalendarza.

O! Za oknem, naprzeciwko, sąsiadka znów podlewa! :)

Odwiedziłem BZK i zainstalowałem najnowszą wersję ich programu magazynującego. Firmę go tworzącą można przyrównać do słynnych autorów Płatnika, gdzie kolejne wersje wprowadzają kolosalne zmiany i odkrywają kolejne błędy, już z etapu projektowania. Made in Poland.

Critical Error: Memory leak..

Trendy w IT - wykład o gridach

Zapraszam na wykład organizowany przez Koło Naukowe Informatyki AE.

18 stycznia 2006 r. o godzinie 17:00 Pan Paweł Płaszczak, prezes GridwiseTech, wygłosi prelekcję pt.: “Technologie gridowe - czym są w praktyce”. Poruszona tematyka będzie odpowiadać na pytania:

  • Czym są technologie gridowe?
  • Czy są one użyteczne? Jak wygląda ich sytuacja na rynku?
  • Czym jest architektura i aplikacja gridowa? Dlaczego powinno się z nich korzystać?
  • Jakie są dostępne rozwiązania i jak wybrać najlepsze z nich?

Wykład odbędzie się na terenie Akademii Ekonomicznej, w Pawilonie Dydaktyczno-Sportowym, sala nr 2. Uważny słuchacz może wygrać książkę autorstwa prelegenta - “Grid Computing: The Savvy Manager’s Guide” (więcej informacji na jej temat na savvygrid.com)

Wawa/Wyprawa

Pierwszy raz w Wawie i pierwszy raz w takim towarzystwie. Jak już iść, to na całego! ;) Przyjazd połączeniem Kraków G. - Warszawa C. nastąpił po ok. 3h jeździe. Lekko zmęczony, ale jakże nabuzowany energią ;p spotkałem się z M. Z Dworca Centralnego, po uprzednim wykupieniu biletów, pojechaliśmy do znajomych zostawić rzeczy. Obiadek i atmosfera u nich wyśmienita, do tego okazało się, że dwa dodatkowe bilety na koncert Stinga się nie zmarnują, gdyż O. i M. też z chęcią się przejdą! (skład ekipy na koncert: FMOM) Wyruszyliśmy razem z O. spotkać się na stacji metra z M. skąd podążaliśmy już tylko za tłumem. Niewyobrażalnym tłumem - 150 tysięcy osób jadących metrem, autobusami i tramwajami w kierunku Toru na Służewcu, gdzie miała odbyć się atrakcja wieczoru - koncert Stinga. Wciąż podążając za tłumem, znaleźliśmy się około 100-150 metrów od bramek wchodzących na tor. Tu zaczęła się walka ;-) Wszyscy się przeciskają, wszyscy obrywają łokciami, wszyscy w nienaturalnych pozach. Po ponad godzinnej przeprawie, udało się nam przejść bez szwanku na zdrowiu przez bramki, skąd kierowaliśmy się do przodu. Dobrze się złożyło, że wybraliśmy taką porę na wejście, gdyż jak się później okazało, tłum za nami był o wiele większy. Wracając do koncertu.. Po ulokowaniu jako takich miejsc przed telebimem i wysłuchaniu końcówki (na szczęście!) muzyki Makowieckiego, usłyszeliśmy melodyjne dźwięki kolejnego supportu - Kayah. Śpiewała fankowo-jazzowo, czyli w sam raz by rozgrzać ludzkie wnętrze (btw. słyszeliście, że po byciu trendy, a następnie jazzy przyszedł czas na bycie online? LOL). Dopełnieniem jej koncertu był występ Edyty Bartosiewicz z jedną piosenką - poezja dla uszu! Po tym występie, przyszedł czas na Stinga… ale, ale.. najpierw były 30 minutowe reklamy :)
Sting wyszedł, zaczął grać, ludzie się bawili (niektórzy samymi rękami ;p), później było drugie wejście, a na koniec trzecie ostatnie z jedną piosenką bez której koncert na pewno nie byłby tym czym był. Niesamowite wrażenie - kto nie był, niech żałuje :) Występ trwał 1,5 godziny, a po tym czasie, wszyscy grzecznie zaczęli rozchodzić się do domów. Ale żeby do nich dojść trzeba było najpierw dostać się do centrum.
Widok 150 tysięcy ludzi przemierzających 6 pasów (po dwa trzy w każdą stronę) sięgających po horyzont wywarł na mnie niesamowite wrażenie i na pewno pozostanie do końca życia. Szczególnie, że ta “młodzież” szła w spokoju, bez żadnych niepotrzebnych słów i gestów, będących jakże znaną nam codziennością. Ta atmosfera ciszy to coś niewyobrażalnego dla takiej ilości ludzi.
Powrót metrem (uff.. jak ciasno!), a następnie taksówką do znajomych na nocleg przebiegł bez żadnych problemów. Zjawiliśmy się tam ok. wpół do pierwszej. Jakoś z M. nie mogliśmy zasnąć do 3 (to wszystko przez nią! te tematy rozmów… ;) ale w końcu się udało. Rano (8:00) pobudka i wyruszenie do Pałacu Kultury i Nauki. Widok z 30 piętra na budzącą się Wawę był ciekawy, ale jakoś nie odebrał mi tchu ;) Za to towarzystwo M., jak przez całą Wyprawę, było wyśmienite.
O 12:05 wyjechałem pociągiem powrotnym do grodu Kraka.

Dziękuje M., O. i M. za świetną zabawę! Do tego M. za bycie :)

Koncert przez net

Transmisja z koncertu (16 września 2005 roku, godzina 18.45) otwierającego sezon artystyczny 2005/2006 w Filharmonii Łódzkiej. Orkiestra Symfoniczna i Chór Filharmonii Łódzkiej wspólnie wykonają IX Symfonię d-moll op. 125. Dyrygować będzie Tadeusz Wojciechowski.

Źródło | dźwięk obraz1 obraz2

Żądło w wawie

24 września w Warszawie odbedzie się koncert Stinga, na który użytkownicy Idei mogą otrzymać bezpłatne podwójne zaproszenie. Ja już mam ;), narazie w formie elektronicznej ale w najbliższym czasie papierowej (po odebraniu w odpowiednim miejscu).

Całe to zamieszanie w związku ze zmianą marki Idea na Orange, która chcąc przekonać do siebie Polaków organizuje koncert. Czy ta zmiana wyjdzie nam klientom na dobre, przyszłość pokaże.

Jeszcze jedno. Aby otrzymać zaproszenie, należy wysłać z telefonu Ideii smsa o treści ‘STING’ pod numer 71501 w dniach 4-22 września i być jednym z pierwszych 3 tysięcy tego dnia. Powodzenia!