Archive for sierpień, 2006

#SP01

sp01.jpg

Czasami człowiek musi stać się kimś innym. Nawej jeżeli odbywa się to kosztem własnego zdrowia.

Byle by tylko nie przerodziło się to w chroniczną skłonność (vide don Federico z Cienia wiatru, Carlosa Ruiz Zafón)

Siódma rano - korki

Kraków z dnia na dzień popada w coraz większy paraliż komunikacyjny. Już nie wystarczy wiedzieć gdzie wczoraj o takiej, a takiej porze nie było problemu w dostaniu się z jednego punktu do drugiego. Codziennie następują zmiany tak w organizacji ruchu jak i pracach drogowych, że wróżka by nawet tego nie wywróżyła.

Wrzesień niedługo, a wraz z nim początek roku szkolnego. Tysiące młodych osób powiększy grono pasażerów komunikacji miejskiej, jak i grono sfrustrowanych uczestników ruchu drogowego. Nie obejdzie się bez obelg. Zażalenia napływać będą – tak do miasta jak i MPK. Ludzi szlag trafi. A to będzie dopiero początek.

Pod koniec miesiąca września znów mieszkańcy Krakowa odczują zwiększony napływ ludzi. To studenci, którzy od 1 października zaczną naukę. Zamiast z pozytywnym nastawieniem do przyswajania wiedzy, staną oni przed obliczem szoku. Szoku spowodowanym, błahym by się wydawało, problemem przemieszczenia się po mieście. Autobusy i tramwaje stracą na wiarygodności. Już nie tylko przez nagminne spóźnienia dochodzące do godziny, ale także przez zmiany dotychczasowych tras, wyłączonych przez inwestycje promujące przyszłość Krakowa.

Wrzesień i październik – koniec lata i początek jesieni, pory deszczowej, wietrznej, a co za tym idzie przygnębiającej i melancholijnej. Na problemy komunikacji rozwiązaniem są rowery, ale to w głównej mierze zależy od pogody. I nawet gdyby była ładna, aż do listopada, nie zagwarantuje ona prostej, szybkiej i bezpiecznej trasy na uczelnie, czy do szkoły. Kierowcy i tak będą się ciśnieniować, czy to z powodu korków, czy trącających ich lusterka jednośladów. Pasażerów złapie nerwica gdy stać będą przez 40 minut w autobusie do kolejnego przystanku, a kierowca ich nie wypuści bo zabraniają mu tego przepisy.

Pozostaje tylko żyć, nie umierać, dla lepszych i spokojniejszych czasów.

Dziwna aktualizacja

Przed chwilą wykonałem aktualizację pakietu xsever-xorg-core-1.0.2-0ubuntu10.1 do wersji 10.3. Trywialna sprawa, dwa kliknięcia i po sprawie. Niestety, restart xservera nie podniósł X’ów. Log GDM’a wypluł coś takiego:

Fatal server error:
no screens found

Brzydkie. Nie zagłębiając się za bardzo (dziwne, ale mnie to już nie rajcuje..) postanowiłem powrócić do poprzedniej wersji. Ponieważ był dostępny jedynie tryb tekstowy, uruchomiłem sudo aptitude, znalazłem pakiet (klawisz /), wszedłem do jego informacji (enter), na samym dole oznaczyłem do usunięcia najnowszą zainstalowaną wersję 10.3 (-) oraz zaznaczyłem poprzednią wersję do zainstalowania (+). Następnie wystarczyło zastosować zmiany (g) i czekać na pobranie pakietu. Szybki restart - viola!

Z uaktualnieniem się wstrzymamy, do czasu nowej wersji.

Dziwne zachowanie nastąpiło także po uruchomieniu X’ów - brak możliwości wpisywania polskich czcionek. W GNOME to nie problem zmienić: System -> Preferencje -> Klawiatura -> Układy. Ha! Brak polskiego układu klawiatury. Dodaj i po problemie.

Co mnie nadal dziwi, to krzaczki zamiast polskich liter w terminalu. Jakieś sugestie?

Konwersja formatów muzycznych (Ubuntu 6.06)

GNOME dostarcza proste narzędzie do nagrywania dźwięków pod Linuksem - Rejestrator dźwięku - w pakiecie GNOME Media. Formatami wyjściowymi są Flac, ogg i speex. Ten ostatny jest kodekiem mowy. Jakość głosu jest bardzo dobra. Jednak co zrobić aby ludzie z zewnątrz też mogli go słuchać? Przekonwertować!

Domyślnie Ubuntu nie dostarcza narzędzia do prostej konwersji pomiędzy formatami. Sama konwersja polega głównie na zamianie nagrania na format .wav, a następnie konwersji go do formatu docelowego.

Gdy chcemy zamienić plik Ogg Vorbis na MP3 możemy to zrobić graficznie lub pod konsolą. Jako, że lubię rozwiązania proste, a do tego klawiaturowe, wystaczy zainstalować pakiety vorbis-tools oraz lame i skorzystać z ich poleceń:

oggdec plik.ogg && lame -m s plik.wav

lub użyć skryptu konwertującego wszystkie pliki .ogg w bieżącym katalogu

for i in *.ogg; do ogg123 -d wav -f - "$i" | lame -h - > mp3/"$i".mp3; done

No dobra, a co zrobić gdy zakodowaliśmy kodekiem Speex? Ja to obszedłem instalując Sound Converter i dodatkowe pakiety gstreamer0.8-lame oraz gstreamer0.8-speex. Niestety program potrzebuje gstreamera w wersji 0.8, a standardowo w Ubuntu jest zainstalowana 0.10. Trzeba w takim razie poddać się zależnością i starszą wersję gstreamera zainstalować. Ale gdy wykonamy te wszystkie czynności, konwersja ze speexa do mp3 oraz innych formatów muzycznych stanie się równie prosta co dwa kliknięcia myszką.

Koło Torunia

Szkolenie z CR zakończyło się w piątek w granicach godziny 13. Postanowiłem nie wracać do Krakowa. Ze względu na bliższy dojazd do mojej A. z Warszawy niż z południa polski wsiadłem w pociąg relacji Warszawa-Toruń i po 3h godzinach znalazłem się na ichnym dworcu PKP. Tam, zobaczyłem po prawie półtoramiesięcznej przerwie Anuczkę i pojechaliśmy do jej miejscowości. Przedtem jednak odwiedziliśmy jej brata w Toruniu. Szkoda, że nie zostaliśmy u niego… ale i tak było wspaniale :)

W domu A. poznałem jej dwa koty (psów nie, podobno nie lubią obcych) oraz zjadłem smaczną obiado-kolację. Ponieważ było już pod 20 nastał wieczór, który spędziliśmy przyjemnie wsłuchując się we własne głosy, rozmawiając o wszystkim i niczym, czując bliskość drugiej osoby, patrząc sobie w oczy, przy zapachu waniliowej świecy…

Następnego dnia wspólnymi siłami przygotowaliśmy obiad (tzn. ja robiłem jedynie sałatkę :)), a po nim wybraliśmy się na spacer po okolicy. Przyjemna mieścina, szczególnie pewien niedawno odnowiony park, posiadający tylko jedno wejście i wyjście. Zrobiliśmy sobie parę fotek, atakowały nas dwa mieszańce, ale się nie daliśmy i wyszliśmy bez szwanku. Zobaczyłem także dwa oblicza miasteczka, po dwóch stronach Drwęcy, Anuczka uwieczniła dużo fotek dla swojej mamy. Było naprawdę przyjemnie i odprężająco, i co najważniejsze - byłem razem z nią.

Wieczór minął jak poprzednio, czyli znów cudownie.

W niedzielę odwiedziliśmy Szafarnie i załapaliśmy się na mini-koncert Szopenowski połączony z czytaniem jego listów. Stamtąd szybko wróciliśmy do Anuczki domu, zjedliśmy na prędce obiad i biegiem dotarliśmy na PKS do Torunia. W Toruniu zjedliśmy mega kebaba, pyszne lody, zwiedziliśmy starówkę, a pod koniec dnia wpadliśmy do A. brata.

I tu zaczęła się historia z PKS’em. Zaczęła się dokładnie 35 minut po 21, gdy autubus nie przyjechał. Czekaliśmy z Anuczką do 24… I nic. Co ciekawe o 23:35 miał być kolejny do Krakowa… W końcu po północy przyjechał. Kierowca otworzył drzwi, powiedział, że nie ma już miejsca i odjechał… cudnie po prostu. Wsadziłem Anuczkę do taksówki by wracała już do brata, a ja wciąż czekałem na autobus z 21:35. Od A. dostałem informację, że jest jeszcze PKP o 1.05. Z grupą zapaleńców jadących do Zakopanego i czekających podobnie jak ja na autobus z 21:35 wsiedliśmy do taksówki, na PKP zakupiliśmy bilety i 7 godzinną podróż spędziliśmy w pociągu. Udało się, chociaż nie do końca - Anuczka pozostała u siebie..

Po 10 byłem już w pracy na płk. Dąbka.

Szkolenie z CR

W piątek zakończyło się dwudniowe szkolenie z programu do tworzenia raportów Crystal Reports. Szkolenie w Warszawie, wiec był to kolejny powód do jej nieczęstego odwiedzenia.

Pociągiem relacji Kraków-Warszawa zjawiłem się w stolicy po godzinie 9. Jak zwykle PKP się spóźnił ale zapasu do 10:00 starczyło mi aż za nadto. 22 dojechałem do ulicy Leszno skąd po chwili znalazłem się w firmie prowadzącej szkolenie. Przyjechałem przed czasem, komputery były dopiero przystosowywane, a to co mnie uderzyło to użycie VMWare i stworzonych za jego pomocą całkowicie autonomicznych systemów z aplikacjami potrzebnymi do pracy.

Szkolenie zaczęło się z drobnym opóźnieniem po 10. Na początek przebrnęliśmy przez podręcznik, a raczej jego początkowe rozdziały. Wszystko było mówione w osobie pana prowadzącego, wątpliwości były z miejsca rozwiązywane i całe szkolenie wyglądało bardziej jak spotkanie przy kawie ze sternikiem wskazującym kierunek, niż sztywne i suche monologi. Ponieważ Kordian chciał byśmy jak najszybciej zajęli się naszymi przypadkami magazynowymi, osoby z poszczególnych oddziałów zaczęły wypracowywać jeden raport, który w większości przyda się wszystkim. Wiedzieliśmy już co chcemy, należało tylko te dane znaleźć. I tu zaczęły się schody. Autorzy programu magazynującego tak skomplikowali bazę danych (na szczęście działającą na MySQL), że przeglądanie jej i szukanie poprawnych relacji do tabel stało się niemożliwe. Cała topologia bazy wygląda jak pisana na kolanie.. Postanowiliśmy ten problem pozostawić do następnego dnia i zakończyć pierwszy dzień szkolenia.

W ośrodku Nowolipie zjawiliśmy się w liczbie 5 osób. Część poszła na miasto spotkać się ze znajomymi. Ja, Marek i Sławek wybraliśmy się również w noc, jednak daleko nie zagościliśmy - znaleźliśmy knajpkę przed sądem rejonowym i tam przy promilach omawialiśmy sytuacje :)

Następny dzień zaczęliśmy wcześniej. Od razu zabraliśmy się za robienie raportu. Częściowo udało nam się wywnioskować relacje pomiędzy tabelami ale trafiliśmy na kolejny problem: w jednej tabeli zapisywane są oprócz normalnych danych (jak odbiór i wydanie) znalazły się także do nich korekty. Z logicznego punktu widzenia jest to poprawne, jednak przy raporcie aby te dane uwzględnić, a nie wyświetlać, należy się troszkę pogimnastykować. Nie do końca nam się to udało. Problem został dyżurny. Sami będziemy musieli go rozwiązać, jak tylko dostaniemy specyfikację bazy. Oby to nastąpiło w tym stuleciu.

Muszę nadmienić, że oprócz mnie był jeszcze jeden informatyk. Reszta to byli zwyczajni użytkownicy programu, którzy szerszej znajomości z komputerami nie mają. To źle, bo to oni będą przygotowywać raporty, a uruchamiając Crystal Reports za dwa miesiące nie sądzę aby sobie to wszystko przypomnieli. Do tego wersja programu jest po angielsku (chociaż w tym roku ma wyjść po polsku). Poczekamy, zobaczymy jak to wyjdzie w praniu.

Pod Linuksem się da!

Przed chwilą odpaliłem na Ubuntu 6.06 MS Internet Explorera 6.0 SP1. Prosto, gładko, bez hakowania. Jedyną paczką jaką musiałem wcześniej zainstalować było WINE. Od teraz można gładko testować strony zgodne z IE (a raczej niezgodne z W3C).

Ale.. jak?

Wystarczy odwiedzić stronę IEs 4 Linux, pobrać archiwum tar.gz i po rozpakowaniu uruchomić skrypt ies4linux. Jeżeli jesteś podobnie jak ja Polakiem, a dodatkowo masz locale ustawione na pl_PL, powinieneś zobaczyć powitanie w rodzimym języku oraz kolejne kroki instalacji.

Do wyboru dostajemy instalację IE w wersji 6.0, 5.5 oraz 5.0 co z pewnością starczy wszelakim zapaleńcom zgodności z siecią z przed półwiecza ;) Po odpowiedzeniu na parę pytań skrypt automagicznie zacznie pobierać z internetu (w szczególności z serwerów Microsoftu) odpowiednie pliki, następnie je skonfiguruje, a Tobie miły użytkowniku nie pozostanie nic innego jak odpalenie w ~/bin/ie6 i testowanie stron.

Warto nadmienić, że wraz z IE instaluje się Flash 9, którego w natywnej wersji na Linuksa nie doświadczysz.

Miłej zabawy!

Instalacja GRUB’a w MBR (Ubuntu 6.06)

Czy zdarzyło wam się zainstalować Jedynie Słuszny System (tm) i nadpisać MBR’a, na którym ładnie i spokojnie siedział GRUB? Oto sposób jak za pomocą Ubuntu-LiveCD ponownie zainstalować GRUB’a w MBR.

Najpierw odnajdźmy partycję z zainstalowanym Ubuntu - szukamy ext3:

$ sudo cfdisk /dev/hda

Teraz wykonujemy polecenia (hda3 jest tutaj partycją linuksową):

(1) $ sudo mkdir /media/hda3
(2) $ sudo mount /dev/hda3 /media/hda3
(3) $ grub-install --root-directory=/media/hda3 /dev/hda

Po skrócie:
Tworzymy katalog (1), do którego zamontujemy (2) partycję z wpisami do GRUB’a w /boot. (3) instalujemy GRUB’a pobierajac informacje z wczesniej zamontowanej partycji.