Archive for maj, 2006

update-mime-database i update-desktop-database

Po odinstalowaniu, dotychczas najlepszego programu pod Linuksa do przeglądania plików PDF, Acrobat Readera, pozostały mi po nim śmieci, typu wpisy w MIME i plikach .desktop. Reader zamieniony został na Evince, który poprzez swoją lekkość zupełnie nieźle się sprawdza. Jednak pozostał konflikt przy otwieraniu plików PDF - GNOME widział je jako “Dokument PDF”, a rozszerzenie wskazywało na “dokument pdf”. Co istotne, to nie chodzi tu bynajmniej o wielkość liter, tylko błędne wygenerowanie typu MIME. Należało temu jakoś zaradzić.

Po pierwsze trzeba było znaleźć miejsca, w których GNOME przetrzymuje informacje o plikach MIME. Główną lokalizacją w systemie jest /usr/share/mime/, nad którym spędziłem sporo czasu dochodząc jak to wszystko działa. Z wielką pomocą przyszedł mi Podręcznik Administratora Gnome i jego rozdział o Obsłudze MIME w GNOME.

Ważniejsze jednak, z punktu widzenia użytkownika, jest miejsce ~/.local/share/mime/, które nadpisuje standardowe ustawienia środowiska GNOME. Tu należało szukać winowajcy. Ale za nim go znalazłem..

Należało ustalić techniczną przyczynę błędu. Korzystając z polecenia
$ gnomevfs-mime plik.pdf
wyczytałem, jak GNOME widzi mój dokument PDF:

Name              : plik.pdf
Type              : Regular
MIME type         : application/x-extension-pdf
Default app       : AdobeReader-usercustom.desktop

Oto winowajca! Prawidło powinno być:

Name              : plik.pdf
Type              : Regular
MIME type         : application/pdf
Default app       : evince.desktop

Przeszukując katalog lokalny ~/.local/share/mime znalazłem x-extension-pdf.xml, który z miejsca usunąłem. Ale to nie koniec zabawy - trzeba było znaleźć jeszcze wpis .desktop, który wskazywał na domyślną aplikacją dla PDF. W ~/.local/share/applications znalazłem AdobeReader-usercustom.desktop, który również poszedł do /dev/null.

Winowajcy usunięci, więc należy poinformować o tym GNOME. Używając polecenia
$ update-mime-database ~/.local/share/mime
przebudujemy lokalny cache MIME. Natomiast
$ update-desktop-database
zrobi to samo z wpisami .desktop.

Wszystko wróciło do normy, czyli stanu, jaki powinien być od początku. A u Ciebie?

Multilingual support

Ostatnie dni spędziłem użerając się z dokumentami wielojęzycznymi. Pal licho pisanie z palca, w końcu mamy UTF-8, którego używa nawet Okienkowy Notatnik. W takim razie, powinno to być standardem lub chociażby opcją w czasie pisania, prawda? Jak widać nie do końca - niestety nie wszystkie edytory jeszcze się tego wsparcia doczekały.

Piszę o tym temacie, ze względu na dwa popularne edytory LaTeX’owe pod Okienka - WinEdt i TeXnicCenter. Oba programy kuleją z obsługą UTF. WinEdt musi zmieniać kodowanie na czyste ASCII, co do końca mu nie wychodzi dobrze. TeXnicCenter otwiera pliki normalnie, jednak wynik ukazujący się oczom jest różny od zamierzonego. Na szczęście to dopiero wersja rozwojowa. Zbawienne, że TeXnicCenter chociaż produkuje poprawny plik wynikowy. W WinEdt nie sprawdzałem, bo siły mi opadły, gdy zobaczyłem co zrobił z tekstem angielsko/polsko/rosyjskim..

Wstydźcie się panowie deweloperzy edytorów TeX’owych. To, że TeX udostępnia wielojęzyczność dokumentów, nie powinna sprowadzać zecera do używania notacji prefiksowej bądź kodowania za pomocą akcentów. Żyjemy w XXI wieku i mamy o wiele większe możliwości niż choćby 20 lat temu. Całe szczęście, że istnieje pakiet utf8x, ale dobrego edytora do jego obsługi nadal mi brakuje.

Może po prostu nie trafiłem?

Gwigle

Piotr na swoim blogu publikuje informację jak przejść ciekawą w ostatnich czasach, zabawę internetową Gwigle. Szczerze powiedziawszy, doszedłem jedynie do etapu 1.e - finanse mnie zabiły ;) Piotrowi natomias gratuluję, bo wiedzę ma na temat Google ogromną, tworząc chociażby agregaror informacji na jej temat :)

Life Wasted

Jeszcze przez tylko dwa dni można pobierać i oglądać pierwszy od ponad 8 lat, teledysk grupy Pearl Jam - Life Wasted, promujący ich najnowszą płytę Pearl Jam.

Skupiając się jedynie na walorach obrazowych, teledysk jest piękny w swej psychodelii, animacji i ogólnym pomyśle. Ten cały mrok z przebijającą się czerwienią i innymi kolorami, świetnie buduje nastrój, którego głównym napędem jest muzyka zespołu i głos wokalisty Eddiego Veddera.

Muzyka.. Najnowsza płyta jest po prostu świetna! Wszystkie trzynaście piosenek trafia do głowy, w której buszują cały dzień, pozostawiając ostre wspomnienia grungowego brzmienia, jakiego dawno nie słyszałem. Do tego energia i charyzma frontmana Veddera, sklejają każdy utwór z osobna. Jak dla mnie poezja, nie tylko liryczna.

Google Personal Web Page

Przeglądając Google Labs natrafiłem na kreatora stron internetowych, którego postanowiłem dzisiaj po krótce przedstawić.

Po zalogowaniu do usługi, naszym oczom ukazuje się AJAX’owy edytor pół-wysiwyg, za pomocą którego bardzo łatwo dodamy typowe dla strony domowej elementy jak nagłówek, tekst właściwy oraz stopka. Wprowadzany tekst mamy możliwość formatować wg uznania, pogrubiając, pochylając, zmieniając wielkość i krój czcionki, a także ułożenie tekstu w paragrafie. Wstawiania nagłówków nigdy nie było tak proste i muszę przyznać, że propagowanie ich przez google jest bardzo dobrym pomysłem. Jest możliwość wstawiania łączy, jak linki do stron, adresy email, odnośniki do plików (poprzednio wysyłając je na serwer) oraz kolejnych podstron tworzonych w serwicie Google. Równie łatwo umieszcza się obrazki i zdjęcia. Wszystko klikalne, by było szybciej, łatwiej i przyjemniej.

Ale co nam po stronie, która graficznie prezentuje się marnie? Na to Google Labs też znalazła odpowiedź, projektując kilkanaście tematów i układów graficznych. Zmiana jest tak prosta jak naciśnięcie przycisku w myszce.

Pomyślano również o bardziej zaawansowanych użytkownikach internetu, dając im do dyspozycji możliwość ręcznego zmieniania kodu HTML. Lubiącym dłubać w kodzie strony, opcja ta przypadnie napewno do gustu.

Ważą funkcjonalnościa tego edytora jest automatyczne zapisywanie zmian co parę sekund (notabene, większość aplikacji Google posiada ją zaimplementowaną), dlatego strach przed utratą danych przy padzie łącza już nam nie grozi.

Po stworzeniu naszej strony głównej do dyspozycji dostajemy przyjazny menadżer zarządzania stronami oraz plikami wysłanymi na serwer. Strony można w prosty sposób dodawać, duplikować, usuwać oraz tworzyć wersje robocze. Na tą całą zabawę dostajemy 100MB miejsca wolnego.

Wynik mojej kilkuminutowej zabawy z tym kreatorem znadziecie w poddomenie google.

screencast #1 - Analiza Monte Carlo

Przedstawiam pierwszy webcast screencast wykonany za pomocą programu wink. Tematem jest analiza Monte Carlo w programie MircoCap (1,4 MB).

*** Do muzy

To wszystko przez Zgromadzenie. I Wróżkę. I pogodę. I samego siebie. Continue reading ‘*** Do muzy’

Pożyczę..

trochę czasu. Najlepiej spokojnego, nieruchliwego i często leniącego się na kanapie. Może być lekko użyty, byle by miał dużo przestrzeni oraz posiadał opcję cofania się. Taak…. ta ostatnia możliwość wysoko ceniona…


Na piątek projekt z DSP, który wyjdzie na przyszły tydzień oraz sprawozdanie nr 4 z CTP. W poniedziałek, w ten poniedziałek 8 maja co zaczynają się Juwenalia Krakowskie, o godzinie 19:00 kolokwium z multiplekserów z CTP. Miodzio. Po drodze, na przyszły czwartek, sprawozdanie z Nieelektrycznych i trzeba w końcu wziąść się za Mikroprocesorki. Tak poza tym świat jest piękny. Dziekuje Ci za to A.