O mojej styczności z programistyką
Zajmuję się programowaniem od 1999 roku. Do zagłębienia się w tę wspaniałą sztukę zainspirował mnie artykuł w czasopiśmie CHIP na temat VBA (Visual Basic for Applications) w programach pakietu MS Office. Był to tekst o tyle ciekawy, że pokazywał nieszablonowe makra i pomysły.
Spodobała mi się ilość możliwości jaką daje człowiekowi programistyka. Do tej pory kojarzyło mi się to raczej z przekształcaniem jednych liczb w drugie i pisaniem setek stron niezrozumiałego bełkotu (właściwie, to tak daleko nie byłem od prawdy). Swoją naukę zacząłem od Visual Basica, który choć prymitywny, do pewnych zastosowań jest niezastąpiony. Z innymi technologiami stykałem się w miarę swojego rozwoju informatycznego, wykorzystując je w miarę potrzeb.
Od 2009r. pracuję jako programista w firmie indexo w Krakowie, koncentrując się głównie na tworzeniu dedykowanych internetowych systemów informatycznych.
I tak pozostaję z nieco lepszymi umiejętnościami w zakresie:
- PHP 5.3 + Zend Framework + Doctrine,
- JavaScript, nie tylko z użyciem jQuery,
- C# (aplikacje dla Windows, Windows Phone i WPF),
- HTML 5, XML i technologii pokrewnych oraz CSS 3,
- programowania dla mediów społecznościowych (Facebook),
- Visual Basica (6.0 i .NET),
- C++ (Visual, oraz ANSI dla Windows i Unixa),
- ASP, ASP.NET,
- a także obsługi szwajcarskiego scyzoryka programisty - wyrażeń regularnych.
Oprócz tego dysponuję znajomością podstaw z zakresu:
- Javy (Spring),
- Perla,
- Pisania skryptów BASH.
Największym doświadczeniem dysponuję w zakresie programowania systemów dedykowanych w oparciu o PHP i cały wachlarz technologii towarzyszących. Nie jestem jednak pewien, czy ktokolwiek, kto zajmuje się taką dziedziną wiedzy, może tytułować się ekspertem w jej zakresie.
Jestem przekonany o słuszności żartobliwego kryterium nowoczesności wg Bittona, które za swoje motto uznali twórcy frameworka Spring dla Javy:
Jeśli to rozumiesz, to znaczy, że jest już przestarzałe.
W styczniu 2012 roku obroniłem pracę inżynierską pt. "Immunologiczny system detekcji zagrożeń w oparciu o dane z logów aktywności" na Wydziale Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. W pracy udowodniłem praktycznie, że w informatyce można zastosować mechanizmy znane z systemu odpornościowego człowieka.
Swoją przyszłość zawodową chciałbym związać z komputerami, programistyką i architekturą oprogramowania oraz projektowaniem interfejsów użytkownika.
O mojej manii gitarowej
Instrument ten wciągnął mnie dopiero w roku 2004 i od razu przepadłem w jego
krainie bez pamięci. Wcześniej słuchałem muzyki z pogranicza hard rocka i heavy metalu,
szczycąc się sporą wiedzą z jej zakresu. Do "szarpania drutów"
nigdy nie czułem pociągu. Mimo wielokrotnego namawiania do grania, mnie
to w ogóle nie interesowało. Pewnego dnia poczułem jednak jakiś dziwny
impuls (jakkolwiek idiotycznie by to nie zabrzmiało). Zacząłem męczyć
rodzicielstwo o zakup królowej strun. Początkowo
wydawało im się, że to fanaberia, ale otrzymałem swoją upragnioną
towarzyszkę życia. Był to akustyk firmy Montana w ładnym, niebieskim
kolorze.
Na początku, jak każdy początkujący, przekonany
byłem, że na tym instrumencie nie da się grać bez paktu z szatanem, a żeby
być zdolnym do złapania chwytów barre, należy w dzieciństwie przejść
wieloodłamowe złamania obu rąk i pozwolić im źle się zrosnąć. Ale z czasem
udawało mi się łapać i zmieniać różne akordy, a nawet grać
różne prostsze riffy. Świadomości muzycznej, słuchu i samokrytycyzmu nie miałem jednak za grosz.
Nie przeszkadzało mi to bynajmniej grać w "zespole" i snuć marzeń o wydaniu
płyty.
Zebrałem trochę funduszy, trochę mi dołożono i dokonałem (teraz
już prawie świadomego) zakupu gitary elektrycznej firmy Mayones, model Flame
Les Paul III, pieca i efektu. Praktycznie od razu wzięliśmy się do
nagrywania. Efekt był jak sen. Z tych koszmarnych. Tak bardzo, że zespół go
nie przetrwał. Wciąż jednak grałem w tym czasie różne riffy i proste
solówki, ale dochodziłem powoli do wniosku, że granie rocka nie jest dla
mnie. Odkrywałem najpierw arcydzieła spośród akustycznych ballad (np.
gitarową transkrypcję "Chi Mai" E.Morricone), potem klasyki, a na końcu
fingerstyle (zakochałem się w nim słuchając kawałka "Borsalino"
T.Emmanuela). Zacząłem coraz częściej zarzucać "elektryka" na rzecz
"akustyka". Coraz częściej słyszałem też swoje braki techniczne. Jako że
od dawna wielbiłem Jacka Kaczmarskiego i marzyłem o tym, by grać jego
utwory, a dodatkowo fascynowała mnie muzyka klasyczna, zacząłem zbierać
pieniądze na prawdziwą gitarę klasyczną. Trochę to trwało, ale kupiłem
ją już w całości za własne pieniądze.
Zanim to zrobiłem, praktycznie
przestałem słuchać rocka. Przeszedłem prawdziwą muzyczną przemianę.
Dojrzałem do jazzu, a wszelkie pochodne rocka wydały mi się zbyt prymitywne,
by poświęcić im więcej uwagi (dalej jednak nie gardzę Pink Floyd, Led
Zeppelin i Deep Purple - mają jakąś magię). Gitara, którą zaszczyciłem
kupnem i która mnie zaszcyca brzmieniem to Admira Malaga EC z przystawką
Shadow. Ograłem przed nią wiele innych wioseł, lecz ta spodobała mi się
odkąd wziąłem ją do ręki i w zasadzie nie mogę znaleźć w niej niczego,
co by mnie drażniło (w przeciwieństwie do reszty wioseł). Teraz słucham i grywam
muzykę klasyczną, fingerstyle, poezję śpiewaną, flamenco oraz jazz
i smooth jazz, a ubóstwiam wprost styl bossa-nova. Uwielbiam połamane rytmy
i przemyślaną artykulację.
- Avishai Cohen,
- Marcin Wasilewski (co z tego, że to pianista?),
- Tommy Emmanuel, Chet Atkins,
- Joe Pass,
- Jarek Śmietana, Marek Bliziński, Janusz Strobel,
- Jacek Kaczmarski,
- Paco de Lucia,
- Andres Segovia, John Williams, Narciso Yepes,
- Astor Piazzolla, Antonio Carlos Jobim, Luis Bonfa,
- klasycy hiszpańscy - Tarrega, Rodrigo, Ruiz-Pipo, Sor,
- wielcy kompozytorzy - Mozart, Bach, Dowland, Albinoni, Vivaldi, Chopin,
- David Gilmour, Jimmy Page (przez sentyment), Ritchie Blackmore (za zespół Blackmore's Night),
- Ryszard Sygitowicz (solowa płyta),
- Raz Dwa Trzy, Renata Przemyk, Michał Bajor,
- muzyka świata (szczególnie arabska).