O mojej styczności z programistyką

Zajmuję się programowaniem od 1999 roku. Do zagłębienia się w tę wspaniałą sztukę zainspirował mnie artykuł w czasopiśmie CHIP na temat VBA (Visual Basic for Applications) w programach pakietu MS Office. Był to tekst o tyle ciekawy, że pokazywał nieszablonowe makra i pomysły.

Spodobała mi się ilość możliwości jaką daje człowiekowi programistyka. Do tej pory kojarzyło mi się to raczej z przekształcaniem jednych liczb w drugie i pisaniem setek stron niezrozumiałego bełkotu (właściwie, to tak daleko nie byłem od prawdy). Swoją naukę zacząłem od Visual Basica, który choć prymitywny, do pewnych zastosowań jest niezastąpiony. Z innymi technologiami stykałem się w miarę swojego rozwoju informatycznego, wykorzystując je w miarę potrzeb.

Od 2009r. pracuję jako programista w firmie indexo w Krakowie, koncentrując się głównie na tworzeniu dedykowanych internetowych systemów informatycznych.

I tak pozostaję z nieco lepszymi umiejętnościami w zakresie:


Oprócz tego dysponuję znajomością podstaw z zakresu:

Największym doświadczeniem dysponuję w zakresie programowania systemów dedykowanych w oparciu o PHP i cały wachlarz technologii towarzyszących. Nie jestem jednak pewien, czy ktokolwiek, kto zajmuje się taką dziedziną wiedzy, może tytułować się ekspertem w jej zakresie.

Jestem przekonany o słuszności żartobliwego kryterium nowoczesności wg Bittona, które za swoje motto uznali twórcy frameworka Spring dla Javy:

Jeśli to rozumiesz, to znaczy, że jest już przestarzałe.

W styczniu 2012 roku obroniłem pracę inżynierską pt. "Immunologiczny system detekcji zagrożeń w oparciu o dane z logów aktywności" na Wydziale Inżynierii Metali i Informatyki Przemysłowej Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. W pracy udowodniłem praktycznie, że w informatyce można zastosować mechanizmy znane z systemu odpornościowego człowieka.

Swoją przyszłość zawodową chciałbym związać z komputerami, programistyką i architekturą oprogramowania oraz projektowaniem interfejsów użytkownika.

O mojej manii gitarowej

Instrument ten wciągnął mnie dopiero w roku 2004 i od razu przepadłem w jego krainie bez pamięci. Wcześniej słuchałem muzyki z pogranicza hard rocka i heavy metalu, szczycąc się sporą wiedzą z jej zakresu. Do "szarpania drutów" nigdy nie czułem pociągu. Mimo wielokrotnego namawiania do grania, mnie to w ogóle nie interesowało. Pewnego dnia poczułem jednak jakiś dziwny impuls (jakkolwiek idiotycznie by to nie zabrzmiało). Zacząłem męczyć rodzicielstwo o zakup królowej strun. Początkowo wydawało im się, że to fanaberia, ale otrzymałem swoją upragnioną towarzyszkę życia. Był to akustyk firmy Montana w ładnym, niebieskim kolorze.
Na początku, jak każdy początkujący, przekonany byłem, że na tym instrumencie nie da się grać bez paktu z szatanem, a żeby być zdolnym do złapania chwytów barre, należy w dzieciństwie przejść wieloodłamowe złamania obu rąk i pozwolić im źle się zrosnąć. Ale z czasem udawało mi się łapać i zmieniać różne akordy, a nawet grać różne prostsze riffy. Świadomości muzycznej, słuchu i samokrytycyzmu nie miałem jednak za grosz. Nie przeszkadzało mi to bynajmniej grać w "zespole" i snuć marzeń o wydaniu płyty.
Zebrałem trochę funduszy, trochę mi dołożono i dokonałem (teraz już prawie świadomego) zakupu gitary elektrycznej firmy Mayones, model Flame Les Paul III, pieca i efektu. Praktycznie od razu wzięliśmy się do nagrywania. Efekt był jak sen. Z tych koszmarnych. Tak bardzo, że zespół go nie przetrwał. Wciąż jednak grałem w tym czasie różne riffy i proste solówki, ale dochodziłem powoli do wniosku, że granie rocka nie jest dla mnie. Odkrywałem najpierw arcydzieła spośród akustycznych ballad (np. gitarową transkrypcję "Chi Mai" E.Morricone), potem klasyki, a na końcu fingerstyle (zakochałem się w nim słuchając kawałka "Borsalino" T.Emmanuela). Zacząłem coraz częściej zarzucać "elektryka" na rzecz "akustyka". Coraz częściej słyszałem też swoje braki techniczne. Jako że od dawna wielbiłem Jacka Kaczmarskiego i marzyłem o tym, by grać jego utwory, a dodatkowo fascynowała mnie muzyka klasyczna, zacząłem zbierać pieniądze na prawdziwą gitarę klasyczną. Trochę to trwało, ale kupiłem ją już w całości za własne pieniądze.
Zanim to zrobiłem, praktycznie przestałem słuchać rocka. Przeszedłem prawdziwą muzyczną przemianę. Dojrzałem do jazzu, a wszelkie pochodne rocka wydały mi się zbyt prymitywne, by poświęcić im więcej uwagi (dalej jednak nie gardzę Pink Floyd, Led Zeppelin i Deep Purple - mają jakąś magię). Gitara, którą zaszczyciłem kupnem i która mnie zaszcyca brzmieniem to Admira Malaga EC z przystawką Shadow. Ograłem przed nią wiele innych wioseł, lecz ta spodobała mi się odkąd wziąłem ją do ręki i w zasadzie nie mogę znaleźć w niej niczego, co by mnie drażniło (w przeciwieństwie do reszty wioseł). Teraz słucham i grywam muzykę klasyczną, fingerstyle, poezję śpiewaną, flamenco oraz jazz i smooth jazz, a ubóstwiam wprost styl bossa-nova. Uwielbiam połamane rytmy i przemyślaną artykulację.

Moje inspiracje: